Tato! Przestań!
Daj spokój. On nie słucha.
Nie rób jej krzywdy!
Musimy już iść.
Tato!
"— Sally! Zamykaj drzwi! — Wyszarpałam się z uścisku Mike'a i wybiegłam z pokoju."
— Czemu? — Ruda spojrzała w moją stronę.
— W Wiadomościach gadali, że jakiś morderca zbiegł — Odpowiedziałam, zamykając w pośpiechu drzwi na dodatkowy zamek.
— Aha...To dziwne...Rzadko ktoś ucieka. — Zamyśliła się.
— W każdym razie wolę, żeby nie składał mi odwiedzin. — Potarłam ramiona.
— Ja i Mike cię obronimy! — Poderwała się nagle z miejsca i zrobiła pozę superbohatera.
Na te słowa wykrzywiłam twarz w coś, co przypominało uśmiech.
— O ile wcześniej sami się nie pozabijacie.
— Csiii....To szczegół. — Przybrała oblicze "Niewinnej dziewczynki".
— No dobrze, dobrze. Jakby co to jestem na górze. — Poczochrałam ją po kudłach i weszłam na wyższe piętro domu.
— Kochanie. — Mój oszołom zwany także Mikiem podszedł do mnie i przytulił.
— Kocham Cię. — Mruknęłam cicho.
— Ja ciebie bardziej. — Chciał zacząć się przekomarzać.
— Mike. To nie czas na takie kłótnie. — Ucięłam krótko, patrząc mu w oczy z lekkim bólem. Zawsze lubiłam droczyć się tak z mamą. Piękne czasy...
— Masz rację. — Przytulił mnie mocniej i pocałował w czoło. — Zapominam się.
Wtuliłam się w niego, żeby nie pozwolić napływającym łzom znaleźć ujścia, na co pogłaskał mnie delikatnie po plecach.
— Chyba muszę jechać po zakupy. Pojedziesz ze mną?
— Nie bardzo mogę, ale odwiozę cię.
— Sally też pojedzie.
Słysząc imię rudej przewrócił oczami. Na serio myślał, że tego nie zauważę? Pff...
— Michael. — Warknęłam.
— Nie trawię jej. Wybacz.
Pokręciłam głową i się od niego odkleiłam.
Dziwnie mi tak jechać po zakupy dzień po pogrzebie, ale przecież nie mogę zawalić wszystkiego i rozpaczać. Muszę zawsze myśleć o tym co przede mną, a ze strat i błędów wyciągać wnioski. Pozytywne myślenie. Tego by chciała mama.
— Salluś! — Zbiegłam na dół. - Jedziemy do sklepu!
— Yey! - Poderwała się z miejsca. — Gdzie kluczyki?!
Parsknęłam śmiechem i rzuciłam jej klucze od samochodu. Wybiegła z prędkością światła. Chyba pamięta, że nie ma prawa jazdy?
Szybko ubrałam kurtkę i wybiegłam za nią. Wsiadłam na miejsce obok kierowcy, za kierownicę Mike i zawiózł Nas do sklepu. Sam pojechał do jakiejś Pizzerii, w której ma się zatrudnić. Nie podoba mi się to, że będzie znikał na całą noc, ale niczego nie mogę mu zabronić. Eh...
Po dwóch...no może trzech godzinach zakupów wracałam z przyjaciółką do domu wolnym krokiem. Już późno. Może jak odłożę zakupy zajrzę do Mike'a? Jestem ciekawa jak wygląda ta pizzeria. Circus Baby's Pizza World. Te roboty...musieli w nie wpompować masę gotówki.
— Salluś. Otworzysz?
— Jasne. - Rzekła od razu odkładając torby, po czym otworzyła drzwi. Weszłyśmy do środka i odstawiłyśmy ciężkie siatki.
— Idziesz ze mną do Mike'a?
— Do tej Pizzerii?
— Yhm.
— Do Mike'a nie, ale do robotów zawsze!
Westchnęłam rozśmieszona jej zachowaniem.
— No to w drogę. — Ponownie opuściłam dom razem z Sally.
— Co o tym wszystkim myślisz?
— W sensie? — Popatrzyła na mnie.
— O tym co się ostatnio działo. Wszystko jakieś takie smutne...
Wzruszyła ramionami.
— Jak smutne by to nie było, trzeba sobie z tym radzić i się uśmiechać! — Uśmiechnęła się uroczo.
— Oczywiście. — Pierwszy raz od paru tygodni zaśmiałam się.
— Wow! Wooow! Ty się ZAŚMIAŁAŚ!
— No i co w tym dziwnego? W końcu i tak bym to zrobiła.
— Ogłaszam siebie mistrzem rozśmieszania!
— Sally. — Szturchnęłam ją. — Nie dokładaj sobie.
— Oj tam, oj tam. — Ponownie przybrała to swoje "anielskie" oblicze. Jak ja jej za to nienawidzę...Żartuję. Kocham nad życie.
— Chyba to już. — Wskazałam budynek.
— Pędem! — Chwyciła mnie nagle za ramię i pobiegła w stronę Pizzerii.
— S-Sally! W-Wolniej! — Nie wyrabiałam z jej tempem.
Na to zachichotała cicho i wparowała ze mną do środka.
Wszędzie głucho i ciemno. W powietrzu unosił się zapach pizzy oraz innych potraw typowych dla Amerykanów, a także...spalonych obwodów? Był dość intensywny, ale nie na tyle żeby podrażnić nozdrza. Jedyna część pomieszczenia, która emanowała słabym światłem to jakaś winda. Nie wiem czy...
— Jas! Chodźmy! — Ruda pobiegła do wspomnianego miejsca.
— Sally! — Pobiegłam za nią nim drzwi się zamknęły. Poczułam, a także zobaczyłam jak powoli mkniemy w dół.
Witaj w pierwszym dniu twojej nowej, ekscytującej pracy. — Niespodziewanie rozległ się dźwięk męskiego głosu. Wiadomość nagrana.
Niezależnie od tego czy znalazłeś to na targach pracy, przeczytałeś naszą reklamę na wkrętach, śrubach czy spinkach do włosów lub jeżeli to wynik bycia śmiałkiem...
Hm? Śmiałkiem?
Tak czy siak, witamy!
Optymistycznie.
Będę twoim przewodnikiem i pomogę Ci zacząć. Jestem modelem 5 złotej rączki robotyki i systemu naprawy jednostki, ale możesz mnie nazywać po prostu Poręcznym Pomocnikiem.
— Heej! — Wykrzyknęła Sally z entuzjazmem.
— Csii. — Skarciłam ją.
Twoja nowa praca to duże wyzwanie zawierające wiele okazji, intrygi i niekończące się możliwości stróżowania. Proszę wprowadzić swoje imię poprzez poniższą klawiaturę. Nie będziesz mógł go później edytować, więc wprowadź je ostrożnie.
Ni stąd ni zowąd podniosła się przed nami klawiatura. Gdy próbowałam wprowadzić swoje imię litery uciekały.
— To jest zepsute. — Stwierdziłam.
— Daj, ja spróbuję. — Gdy Rudej też nie udało się nic wpisać keypad opuścił się.
Wygląda na to, że napotkałeś pewien problem z klawiaturą...
— Poważnie? Nie zauważyłam. — Prychnęłam.
Widzę co chciałeś wpisać, więc pozwól że użyję magii autokorekty. Poczekaj chwilę...
— Już się boję...autokorekta to zło...— Stwierdziła Sally.
Gotowe! Witamy Cię, użytkowniku Jaja Benedyktyńskie.
— To żart, prawda? — Skomentowałam.
— Mówiłam!
— Meeh.
Nagle się zatrzymałyśmy, a głos znowu się rozległ.
Możesz teraz otworzyć windę przy użyciu tego jasnego, czerwonego i oczywistego guzika.
Niepewnie wykonałam jego polecenie, a drzwi otworzyły się. Przed nami znajdował się tylko wentyl, a nad nim taśma.
— Mamy przeciskać się przez wentylację? — Przekrzywiłam głowę.
— Najwidoczniej. — Sally wzruszyła ramionami i wcisnęła się w niego.
— Może lepiej będzie jak pójdziemy pojedynczo! — Krzyknęłam do niej.
— Okej! — Usłyszałam jej głos z oddali.
Po chwili odgłos uderzania w metal ustał, więc przyszła kolej na mnie. Czołgałam się powoli, bo nie wiedziałam czy metal nie jest zardzewiały czy coś.
Pozwól mi przerwać tą pełną napięcia ciszę odrobiną radosnych przekomarzanek.
— Doprawdy? Słucham Cię. — Połowicznie warknęłam już lekko zirytowana przeciskaniem się przez ciasny wentyl. Będę mieć odciski, to już pewne.
Poprzez duży sukces i niefortunne zamknięcie Freddy Fazbear Pizza wiadomo było, że wszyscy czekali na następne miejsce tego typu, które przyniesie dzieciakom frajdę. W przeciwieństwie do innych bawialni i tym podobnych nasze roboty są zaprogramowane także na prywatne przyjęcia za dnia. I twoim zadaniem jest, by utrzymać roboty w stanie gotowości przed porannymi imprezami.
— Warto wiedzieć. — W końcu wyszłam z tego ciasnego wenta. Znalazłam się w jakimś biurze. Po bokach dwie ogromne szyby, naprzeciw wentyl, a wszystko wygląda na nowoczesną technologię. Do tego jakieś dwa panele kontrolne.
Jesteś teraz w głównym miejscu sterowania. Jest to też miejsce dzielące sceny dla robotów.
— O nie. To znowu On? — Chwyciła się za głowę.
Jest to też miejsce dzielące dwie sceny dla robotów. Teraz omówmy twoje główne zadania...
— Czy ktoś tu jest? — Usłyszałam kobiecy głos dobiegający z wentylacji naprzeciwko Nas.
— Najwidoczniej. — Rozpoznałam głos Mike'a.
Sally pochyliła się do wentyla.
— Mike?! To my!
— Sally? Jasmine? Spoko, Anabelle. To moja dziewczyna i jej przyjaciółka.
Co za Anabelle? Nie wiedziałam, że będzie pracował z kimś...z jakąś dziewczyną...
Po chwili wyszli. Michael miał na sobie strój podpadający w strój strażnika, ale nie miał tej specjalnej czapki. Coś jak stróż i mechanik w jednym. Natomiast ta cała Anabelle miała strój, który w stu procentach przypominał strój stróża.
- Co Wy tu robicie? — Popatrzył na Nas zdziwiony.
— Przyszłyśmy Cię odwiedzić. — Zwróciłam oczy ku dziewczynie i wyciągnęłam do niej rękę. - Jasmine.
— Silverstone. — Uścisnęła moją dłoń. — A imię Anabelle. — Zachichotała. Spostrzegłam, że ma niebiesko-zielone oczy. Heterochromia? Jej włosy były brązowe, cera okropnie blada, a usta dosyć pełne. Do tego była wysoka, ale niższa od Mike'a. Czyli poniżej 180 cm.
— Jakie ładne. — Sally przyssała się do prawej szyby, obserwując ciemną scenę, na której stał lisopodobny robot.
— Salluś. — Odciągnęłam ją.
— Oprowadzić Was? — Zaproponował szybko Mike.
— Jasne! — Krzyknęła za Nas obie Sally.
— No to zapraszam. — Zrobił Nam przejście do wenta. Westchnęłam. Kolejne odciski...
------------------------------------------------------------------------------------------
Heeeeeeeeeeeeeeeeeeeej! ^-^ Na początku spóźnionych Wesołych Świąt! Mam nadzieję, że fajnie je spędziliście ^^. Rozdział oczywiście po miesiącu, ale uwierzcie mi, że ma to swój powód. W tym rozdziale chciałam wbić w akcję i trzeba było to fajnie przemyśleć. (Oczywiście, tłumacz się.). Csiii.
No i SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU! Za dokładnie dwie godziny z mojej perspektywy już go przywitamy, ale Wy pewnie czytacie to już w nowym roku ^^. No to do zobaczenia w następnym rozdziale. Nie obiecuję nic, bo nie chcę Was zawieść, oki? No i fajno ^^. Bajoooo i jeszcze raz do siego 2017! ^^.
Daj spokój. On nie słucha.
Nie rób jej krzywdy!
Musimy już iść.
Tato!
"— Sally! Zamykaj drzwi! — Wyszarpałam się z uścisku Mike'a i wybiegłam z pokoju."
— Czemu? — Ruda spojrzała w moją stronę.
— W Wiadomościach gadali, że jakiś morderca zbiegł — Odpowiedziałam, zamykając w pośpiechu drzwi na dodatkowy zamek.
— Aha...To dziwne...Rzadko ktoś ucieka. — Zamyśliła się.
— W każdym razie wolę, żeby nie składał mi odwiedzin. — Potarłam ramiona.
— Ja i Mike cię obronimy! — Poderwała się nagle z miejsca i zrobiła pozę superbohatera.
Na te słowa wykrzywiłam twarz w coś, co przypominało uśmiech.
— O ile wcześniej sami się nie pozabijacie.
— Csiii....To szczegół. — Przybrała oblicze "Niewinnej dziewczynki".
— No dobrze, dobrze. Jakby co to jestem na górze. — Poczochrałam ją po kudłach i weszłam na wyższe piętro domu.
— Kochanie. — Mój oszołom zwany także Mikiem podszedł do mnie i przytulił.
— Kocham Cię. — Mruknęłam cicho.
— Ja ciebie bardziej. — Chciał zacząć się przekomarzać.
— Mike. To nie czas na takie kłótnie. — Ucięłam krótko, patrząc mu w oczy z lekkim bólem. Zawsze lubiłam droczyć się tak z mamą. Piękne czasy...
— Masz rację. — Przytulił mnie mocniej i pocałował w czoło. — Zapominam się.
Wtuliłam się w niego, żeby nie pozwolić napływającym łzom znaleźć ujścia, na co pogłaskał mnie delikatnie po plecach.
— Chyba muszę jechać po zakupy. Pojedziesz ze mną?
— Nie bardzo mogę, ale odwiozę cię.
— Sally też pojedzie.
Słysząc imię rudej przewrócił oczami. Na serio myślał, że tego nie zauważę? Pff...
— Michael. — Warknęłam.
— Nie trawię jej. Wybacz.
Pokręciłam głową i się od niego odkleiłam.
Dziwnie mi tak jechać po zakupy dzień po pogrzebie, ale przecież nie mogę zawalić wszystkiego i rozpaczać. Muszę zawsze myśleć o tym co przede mną, a ze strat i błędów wyciągać wnioski. Pozytywne myślenie. Tego by chciała mama.
— Salluś! — Zbiegłam na dół. - Jedziemy do sklepu!
— Yey! - Poderwała się z miejsca. — Gdzie kluczyki?!
Parsknęłam śmiechem i rzuciłam jej klucze od samochodu. Wybiegła z prędkością światła. Chyba pamięta, że nie ma prawa jazdy?
Szybko ubrałam kurtkę i wybiegłam za nią. Wsiadłam na miejsce obok kierowcy, za kierownicę Mike i zawiózł Nas do sklepu. Sam pojechał do jakiejś Pizzerii, w której ma się zatrudnić. Nie podoba mi się to, że będzie znikał na całą noc, ale niczego nie mogę mu zabronić. Eh...
Po dwóch...no może trzech godzinach zakupów wracałam z przyjaciółką do domu wolnym krokiem. Już późno. Może jak odłożę zakupy zajrzę do Mike'a? Jestem ciekawa jak wygląda ta pizzeria. Circus Baby's Pizza World. Te roboty...musieli w nie wpompować masę gotówki.
— Salluś. Otworzysz?
— Jasne. - Rzekła od razu odkładając torby, po czym otworzyła drzwi. Weszłyśmy do środka i odstawiłyśmy ciężkie siatki.
— Idziesz ze mną do Mike'a?
— Do tej Pizzerii?
— Yhm.
— Do Mike'a nie, ale do robotów zawsze!
Westchnęłam rozśmieszona jej zachowaniem.
— No to w drogę. — Ponownie opuściłam dom razem z Sally.
— Co o tym wszystkim myślisz?
— W sensie? — Popatrzyła na mnie.
— O tym co się ostatnio działo. Wszystko jakieś takie smutne...
Wzruszyła ramionami.
— Jak smutne by to nie było, trzeba sobie z tym radzić i się uśmiechać! — Uśmiechnęła się uroczo.
— Oczywiście. — Pierwszy raz od paru tygodni zaśmiałam się.
— Wow! Wooow! Ty się ZAŚMIAŁAŚ!
— No i co w tym dziwnego? W końcu i tak bym to zrobiła.
— Ogłaszam siebie mistrzem rozśmieszania!
— Sally. — Szturchnęłam ją. — Nie dokładaj sobie.
— Oj tam, oj tam. — Ponownie przybrała to swoje "anielskie" oblicze. Jak ja jej za to nienawidzę...Żartuję. Kocham nad życie.
— Chyba to już. — Wskazałam budynek.
— Pędem! — Chwyciła mnie nagle za ramię i pobiegła w stronę Pizzerii.
— S-Sally! W-Wolniej! — Nie wyrabiałam z jej tempem.
Na to zachichotała cicho i wparowała ze mną do środka.
Wszędzie głucho i ciemno. W powietrzu unosił się zapach pizzy oraz innych potraw typowych dla Amerykanów, a także...spalonych obwodów? Był dość intensywny, ale nie na tyle żeby podrażnić nozdrza. Jedyna część pomieszczenia, która emanowała słabym światłem to jakaś winda. Nie wiem czy...
— Jas! Chodźmy! — Ruda pobiegła do wspomnianego miejsca.
— Sally! — Pobiegłam za nią nim drzwi się zamknęły. Poczułam, a także zobaczyłam jak powoli mkniemy w dół.
Witaj w pierwszym dniu twojej nowej, ekscytującej pracy. — Niespodziewanie rozległ się dźwięk męskiego głosu. Wiadomość nagrana.
Niezależnie od tego czy znalazłeś to na targach pracy, przeczytałeś naszą reklamę na wkrętach, śrubach czy spinkach do włosów lub jeżeli to wynik bycia śmiałkiem...
Hm? Śmiałkiem?
Tak czy siak, witamy!
Optymistycznie.
Będę twoim przewodnikiem i pomogę Ci zacząć. Jestem modelem 5 złotej rączki robotyki i systemu naprawy jednostki, ale możesz mnie nazywać po prostu Poręcznym Pomocnikiem.
— Heej! — Wykrzyknęła Sally z entuzjazmem.
— Csii. — Skarciłam ją.
Twoja nowa praca to duże wyzwanie zawierające wiele okazji, intrygi i niekończące się możliwości stróżowania. Proszę wprowadzić swoje imię poprzez poniższą klawiaturę. Nie będziesz mógł go później edytować, więc wprowadź je ostrożnie.
Ni stąd ni zowąd podniosła się przed nami klawiatura. Gdy próbowałam wprowadzić swoje imię litery uciekały.
— To jest zepsute. — Stwierdziłam.
— Daj, ja spróbuję. — Gdy Rudej też nie udało się nic wpisać keypad opuścił się.
Wygląda na to, że napotkałeś pewien problem z klawiaturą...
— Poważnie? Nie zauważyłam. — Prychnęłam.
Widzę co chciałeś wpisać, więc pozwól że użyję magii autokorekty. Poczekaj chwilę...
— Już się boję...autokorekta to zło...— Stwierdziła Sally.
Gotowe! Witamy Cię, użytkowniku Jaja Benedyktyńskie.
— To żart, prawda? — Skomentowałam.
— Mówiłam!
— Meeh.
Nagle się zatrzymałyśmy, a głos znowu się rozległ.
Możesz teraz otworzyć windę przy użyciu tego jasnego, czerwonego i oczywistego guzika.
Niepewnie wykonałam jego polecenie, a drzwi otworzyły się. Przed nami znajdował się tylko wentyl, a nad nim taśma.
— Mamy przeciskać się przez wentylację? — Przekrzywiłam głowę.
— Najwidoczniej. — Sally wzruszyła ramionami i wcisnęła się w niego.
— Może lepiej będzie jak pójdziemy pojedynczo! — Krzyknęłam do niej.
— Okej! — Usłyszałam jej głos z oddali.
Po chwili odgłos uderzania w metal ustał, więc przyszła kolej na mnie. Czołgałam się powoli, bo nie wiedziałam czy metal nie jest zardzewiały czy coś.
Pozwól mi przerwać tą pełną napięcia ciszę odrobiną radosnych przekomarzanek.
— Doprawdy? Słucham Cię. — Połowicznie warknęłam już lekko zirytowana przeciskaniem się przez ciasny wentyl. Będę mieć odciski, to już pewne.
Poprzez duży sukces i niefortunne zamknięcie Freddy Fazbear Pizza wiadomo było, że wszyscy czekali na następne miejsce tego typu, które przyniesie dzieciakom frajdę. W przeciwieństwie do innych bawialni i tym podobnych nasze roboty są zaprogramowane także na prywatne przyjęcia za dnia. I twoim zadaniem jest, by utrzymać roboty w stanie gotowości przed porannymi imprezami.
— Warto wiedzieć. — W końcu wyszłam z tego ciasnego wenta. Znalazłam się w jakimś biurze. Po bokach dwie ogromne szyby, naprzeciw wentyl, a wszystko wygląda na nowoczesną technologię. Do tego jakieś dwa panele kontrolne.
Jesteś teraz w głównym miejscu sterowania. Jest to też miejsce dzielące sceny dla robotów.
— O nie. To znowu On? — Chwyciła się za głowę.
Jest to też miejsce dzielące dwie sceny dla robotów. Teraz omówmy twoje główne zadania...
— Czy ktoś tu jest? — Usłyszałam kobiecy głos dobiegający z wentylacji naprzeciwko Nas.
— Najwidoczniej. — Rozpoznałam głos Mike'a.
Sally pochyliła się do wentyla.
— Mike?! To my!
— Sally? Jasmine? Spoko, Anabelle. To moja dziewczyna i jej przyjaciółka.
Co za Anabelle? Nie wiedziałam, że będzie pracował z kimś...z jakąś dziewczyną...
Po chwili wyszli. Michael miał na sobie strój podpadający w strój strażnika, ale nie miał tej specjalnej czapki. Coś jak stróż i mechanik w jednym. Natomiast ta cała Anabelle miała strój, który w stu procentach przypominał strój stróża.
- Co Wy tu robicie? — Popatrzył na Nas zdziwiony.
— Przyszłyśmy Cię odwiedzić. — Zwróciłam oczy ku dziewczynie i wyciągnęłam do niej rękę. - Jasmine.
— Silverstone. — Uścisnęła moją dłoń. — A imię Anabelle. — Zachichotała. Spostrzegłam, że ma niebiesko-zielone oczy. Heterochromia? Jej włosy były brązowe, cera okropnie blada, a usta dosyć pełne. Do tego była wysoka, ale niższa od Mike'a. Czyli poniżej 180 cm.
— Jakie ładne. — Sally przyssała się do prawej szyby, obserwując ciemną scenę, na której stał lisopodobny robot.
— Salluś. — Odciągnęłam ją.
— Oprowadzić Was? — Zaproponował szybko Mike.
— Jasne! — Krzyknęła za Nas obie Sally.
— No to zapraszam. — Zrobił Nam przejście do wenta. Westchnęłam. Kolejne odciski...
------------------------------------------------------------------------------------------
Heeeeeeeeeeeeeeeeeeeej! ^-^ Na początku spóźnionych Wesołych Świąt! Mam nadzieję, że fajnie je spędziliście ^^. Rozdział oczywiście po miesiącu, ale uwierzcie mi, że ma to swój powód. W tym rozdziale chciałam wbić w akcję i trzeba było to fajnie przemyśleć. (Oczywiście, tłumacz się.). Csiii.
No i SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU! Za dokładnie dwie godziny z mojej perspektywy już go przywitamy, ale Wy pewnie czytacie to już w nowym roku ^^. No to do zobaczenia w następnym rozdziale. Nie obiecuję nic, bo nie chcę Was zawieść, oki? No i fajno ^^. Bajoooo i jeszcze raz do siego 2017! ^^.
"Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, co to będzie, co to będzie" no doprawdy... nie mam jakoś ostatnio zbytnio humoru, więc komentarz będzie krótszy... ogólnie, to w końcu się doczekałam tego rozdziału ^^ (do siebie też by przydało się w końcu coś napisać...) tak więc... rozdział był spoko, mega i w ogóle, ale, że nie mam humorków to nie napiszę nic więcej. Przepraszam i doooo... następnego rozdziału ^^ weny życzę~
OdpowiedzUsuń^w^
UsuńJEEEEEEJ!!! POTTER!!!!! WRÓCIŁAAAAAŚŚŚŚŚŚ!!!!!!!!
OdpowiedzUsuń^w^ (czy ja tego już wcześniej nie mówiłam?!) miło cię znowu widzieć ^w^
Dalej żyję XD
UsuńKŁAMIESZ MNIE!!!!!!!!!! X3
UsuńNie kłamczę >.< xD
UsuńSupcio rozdział ♡.♡
OdpowiedzUsuń