niedziela, 12 marca 2017

Rozdział czwarty

Nie bój się ,
Zostanę tu z Tobą, dobrze?
Nie bój się,
To nie zaboli aż tak bardzo...
Tym czasem u Jasmine
— Sally! Przestań się bawić bagażnikiem i wsiadaj!
— No nie...Czemu? Po co?
— Wracamy do domu rudy ciołku. Mike napisał, że musi zostać dłużej.
Nie chcę...
— Sally. Kupię ci lody. Wszystkie smaki.
— Nie lubię niektórych!
— To weźmiesz te, które lubisz.
Okej! Wsiadła do auta.
Zaśmiałam się cicho i przekręciłam kluczyk w stacyjce, po czym ruszyłam spod pizzerii.


— Do tej samej lodziarni co ostatnio?
—Taaak!
Pokręciłam rozbawiona głową
— Kiedy będziemy?! No kiedy?!
— No przecież jedziemy. Cierpliwości.
— Yyyyyych... — Najchętniej w tym momencie powiedziałabym "Pierdolę świat, idę spać", ale jestem za kółkiem i jeszcze nie jest mi to dane. Wiem, wiem.
— Meeeeh...Dobra jesteśmy. — Zatrzymałam auto. — Yay! — Wyskoczyła z auta i pobiegła do lodziarni. — Czekaj! — Wysiadłam za nią, zamknęłam auto i podbiegłam, łapiąc ją za ramiona. — Nie uciekaj mi tu. — Dlaczego? — Spojrzała na mnie nie rozumiejąc. — Bo jak cię zgubię, to będą problemy. — Pstryknęłam ją w nos. — Ej! — Złapała się za nos. — Wcale nie! — Twoi rodzice ukatrupiliby mnie. Jestem za ciebie odpowiedzialna. — Heh...Racja... — No, więc myślimy dwa razy. — Popukawszy ją w głowę z cichym chichotem, podeszłyśmy bliżej stoiska z lodami. — No to wybieraj. — Poproszę suchy karmel! — Yhm, co jeszcze? — Nic. — Wszystko? No zobacz ile tu masz smaków. — Chcę tylko suchy karmel — No dobrz. — Zamówiłam jedną gałkę suchego karmelu i 3 gałki wanilii, czekolady i kawy. Moje ukochane smaki... — Dzięki. — Powiedziała biorąc lody i ruszając w stronę samochodu. — Nie ma za co. — Poszłam za nią jedząc lody. — Tylko się nie ubrudź! — Spokojnie! Pokręciłam rozbawiona głową i oparłam się o maskę samochodu. Ciepłe, letnie słoneczko...lipiec to jeden z najlepszych miesięcy... — Ufff... Dobrze jest mieć teraz lody! Nie wiem co bym zrobiła, gdyby ich nie było. Nie lubię gdy jest tak ciepło... — Wiem, że nie jesteś ciepłolubna kiciu. — Meow~ — Nekoo! — Meoooow! Zaśmiałam się i wytarłam twarz chusteczką. Sally również wytarła twarz
— Wracamy? — Do domku. — Wsiadłam do auta. — Taak! — Zrobiła to co ja. — A potem do łóżeczka. — Nie! — Pójdziesz ładnie spać. — Nie chcę. — Chcesz, chcesz. — Pogłaskałam ją po głowie. — Nieeeee! — zrobiła minę typu (╥_╥). Przekręciłam kluczyk w stacyjce. — Pasy. — Zapięłam jej pasy, a potem sobie. — Nie jestem dzieckiem, sama mogłam to zrobić! — Chcesz ciasteczko? — A jakie są? — Z czekoladą — Chcę! Zaśmiałam się i dałam jej ciastko. — Co o niej myślisz? — Zagadnęłam odpalając auto. — O kim? — O Anabelle...Wydaje się spoko, co nie? — Bardzo spoko. — Wiem, że ją lubisz, bo łączy Was nienawiść do Mike'a. — Hi, hi taka prawda, ale wydaje się też spoko z charakteru. — No nawet. — No właśnie.
— Mam nadzieję, że w końcu zaprzyjaźni się z Mikiem. Zaparkowałam auto obok domu i wysiadłam z niego. Zaraz po tym Sally wysiadła.
— Tak szczerze? Bardziej bym obstawiała że się pozabijają. — Prędzej te roboty ich zabiją. Widziałaś tą Baby? Siedem metrów czystego metalu i nowoczesnej technologii! Bóg jeden wie co może pójść nie tak i jakie licho tam na nich czyha. — Eeee tam! Ona jest fajna! Nie wierzę, że mogłaby coś im zrobić. — To lepiej uwierz. — Pokręciłam głową i wzięłam klucze od domu. — A skąd niby wiesz, że może coś zrobić? — Nie jestem jakaś zacofana i nie uważam, że zmiany i postępy technologiczne to zło, ale myślę, że ludzie nie powinni powierzać zaufania i opieki nad dziećmi maszynom. — Ja nie widzę w tym nic złego... — Wiem, że nie lubisz dzieci, ale okaż trochę emocji! — Dla dzieci? W życiu! Przewróciłam oczami i otworzyłam drzwi. — Prosz. — Zrobiłam jej przejście. — Dzięki. — Przeskoczyła przez próg domu, zdjęła buty i zanim się obejrzałam zniknęła w salonie Zamknęłam drzwi na dwa zamki, odwiesiłam klucze na haczyk i zdjęłam buty oraz kurtkę odkładając wszystko na swoje miejsce. — Zaraz do ciebie przyjdę! — Poszłam do kuchni, żeby zrobić jej kakao, po którym zawsze zasypia i przeważnie muszę jej wycierać ten czekoladowy wąs znad górnej wargi. Zaśmiałam się cicho na ten widok, wyjmując mleko z lodówki. — Nie chce kakaa! — Usłyszałam krzyk z salonu. — Poproszę samo ciepłe mleko! — Dobrze! — Cofnęłam rękę, którą wyciągnęłam po puszkę ze sproszkowaną czekoladą i odpaliłam gaz. Do garnka wlałam tyle mleka, co zwykle i postawiłam je na palniku, a karton z resztą cieczy odstawiłam z powrotem do lodówki. Czy mi się wydaje, czy jest jakoś dziwnie cicho? Sally zazwyczaj bawi się w zmienianie kanałów, a teraz jest bardzo cicho. Telewizor nawet nie jest włączony. Zaniepokojona tym faktem zmniejszyłam ogień i wyjrzałam z kuchni. Sally spała jak zabita na kanapie. Zaśmiałam się w duchu i wyłączyłam całkowicie palnik, a garnek z mlekiem przykryłam pokrywką. Kiedy wstanie dokończę. Poszłam do salonu uprzednio biorąc z szafy koc i ją okryłam. — Dobranoc kiciu. — Pogłaskałam ją po głowie i na palcach poszłam do swojego pokoju. Kiedy leżałam już w moim ciepłym łóżeczku, odblokowałam telefon i wybrałam numer do Mike'a. Po chwili klasycznego pikania usłyszałam jego głos.
— Halo? — Hej. Co robisz? Dlaczego z nami nie pojechałeś? Mam się martwić? — Nie, nie musisz się martwić. Po prostu mieliśmy mały problem z maszynami. — Jaki problem? — Zmarszczyłam brwi. — Już żaden. Nie musisz się martwić. — No to wracaj szybko...kocham Cię... — Ja ciebie też. Za niedługo będę.
Uśmiechnęłam się i rozłączyłam. Lepiej żeby nie chodził sam...ten morderca...nie chcę stracić Mike'a... Po ok. pół godziny usłyszałam dźwięk przekręcanego klucza w drzwiach, na co wstałam z kanapy, odkładając gazetę. Mike zdejmował buty, a po chwili spojrzał na mnie. Podszedł bliżej i przytulił mnie
— Hej słonko. — Hej... — Mruknęłam.
— Mam coś, co może Cię zainteresować.
— Co takiego? — Podniosłam głowę zaciekawiona.
Mike zajrzał do torby i wyciągnął z niej skrawek z jakiejś gazety.
— Leżało pod drzwiami pizzerii. Pomyślałem, że może...
— Csii. — Wzięłam skrawek do ręki i zaczęłam czytać... ------------------------------------------------------------------------------------------
AaaaaaaaaaaaaaaaaAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!!!! Tak, Potter ma padaczkę.
JA WCALE O WAS NIE ZAPOMNIAŁAM! BEZ SZKALU!
Dobra ogar.
Ja po prostu jestem leniwa i nie mam czasu >..>
No cholera, próby do przedstawienia i jakieś zjebane bierzmowanie to serio nie przelewki.
Swoją drogą, kto z Was wstawi się za mną u mamy, żebym nie musiała iść do bierzmowania? Ja wiem, że rozdział przykrótki. Ja to naprawdę wiem ;-;
IDĘ ZAGRAĆ W NIEBIESKIEGO WIELORYBA.
Nie no, przepraszam XD To poważny temat i bez śmieszków tu.
Swoją drogą, kto o tym słyszał? Dajcie znać w komentarzu >..> Ja już nie przedłużam, co nie?
ELOOOOOOOOOOOOOO~!!!

3 komentarze:

  1. całkiem niedawno widziałam film u Dziio (nie pamiętam jak to się pisze XP) o tym właśnie. Interesujący temat :|

    OdpowiedzUsuń