poniedziałek, 16 stycznia 2017

Rozdział drugi

"Są dziwy
W niebie i na Ziemi,
o których ani się śniło waszym filozofom"
 ~ William Szekspir, wstęp do drugiej części "Dziadów" A. Mickiewicza.
"— No to zapraszam. — Zrobił Nam przejście do wenta. Westchnęłam. Kolejne odciski..."
— Sally! Nie pchaj się! — Huknęłam, gdy jej but wylądował centymetry od mojej twarzy.
— Nie pcham się! — Zaprotestowała.
— Nie martwcie się... Zaraz będzie gorzej. — Pocieszyła nas Anabelle. Ten sarkazm tak bardzo we mnie uderzył...
— To znaczy?! — Pisnęła Sally.
— Ciaśniej... — Strażniczka wzruszyła ramionami.
— Super...
— Gada... — Zanim skończyłam, wentyl się zwężać. — To jakieś żarty!
— Ktoś tu żartował? Ja tylko ostrzegałam... — Oznajmiła głośniej — Że też dziś zachciało mi się ubrać mundur... Chcę z powrotem moje spodnie z dziurami na kolanach...
Po niecałej minucie wyszłyśmy z ciasnej wentylacji.



— Moje ręce. — Spojrzałam zrozpaczona na łokcie.
— Mam w torebce krem do rąk, tylko że torebka jest tam. — Brunetka wskazała na wentyl, z którego wyszliśmy.
— Przeżyjesz — Ruda poklepała mnie po ramieniu, na co tylko westchnęłam.
— To gdzie jesteśmy? — Spytałam po chwili ciszy, rozglądając się po pomieszczeniu.
— Aktualnie jesteśmy przed salą, na której występuje Baby.
— Nic nie widać. — Stwierdziłam.
— Ja nie klikam. — Oświadczyła heteronomiczna przedwcześnie. — Umywam ręce. — Podniosła wspomniane kończyny w górę.
— Niektóre lampy są popsute... — Zauważyła zielonooka.
Z czystej ciekawości, nacisnęłam czerwony guziczek, przez co rozległ się jakiś krzyk.
Ana smutno spojrzała w stronę Baby Stage i położyła rękę na szybie.
— Sorry... — Wyszeptała cicho.
Mike złapał mnie za rękę
— Nie ten przycisk
— Sorki? — Uśmiechnęłam się niewinnie.
— To ten przycisk. — Przycisnął niebieski guzik, który podświetlił trochę scenę.
— Widzicie tego animatronika o dwóch karminowych kucykach? To nasza tytułowa Circus Baby...
— Jest ruda! — Krzyknęła ucieszona Sally.
— Trafne spostrzeżenie, to jedyny animatronik w takiej barwie.
— Jest fajna — Uśmiechnęła się.
— Poczekaj, aż zobaczysz Ballorę. — Ułożyła ręce nad głową, udając ballerinę. — Nasza tancereczka.
— A jest jakiś lis?
— Bialutki jak śnieg Funtime Foxy. Gdyby nie ten nudziarz to bym Ci pokazała, ale to chyba jeden z tych co nie łamią zasad... — Z udawanym śmiechem zarecytowała. — Nie dotykać robotów..., ale mnie to nie tyczy, w końcu technika prąd nie tyka.
— No bo Mike to taki nudziarz.
— Nie mi oceniać, nie znam Go jakoś szczególnie dobrze.
— No, ale dziś jakoś szczególnie przynudzał.
Usłyszałam cichy chrząk, pochodzący od Mike'a.
— Ja tu jestem... — Zachichotałam, kiedy się naburmuszył.
— Ej, ale zobacz, zupełnie jak indyk, cały czerwony. — Zachichotała Anabelle.
— Często tak wygląda, jak ja Go denerwuję.
— Spójrz na włosy Baby, a potem na niego i spróbuj znaleźć różnicę!
— Nie ma żadnej! — Zaśmiała się.
— No dajcie mu już spokój. — Przytuliłam się do buraczka.
— Podłóżmy Go na jej miejsce... Ciekawe czy się zorientują... — Anabelle się zaśmiała.
— Wątpię — Sally też dobry humor się udzielał.
— Tylko pamiętajcie na przyszłość, najpierw klikajcie niebieski, a potem czerwony guzik... Najpierw trzeba oświetlić roboty by sprawdzić ich stan a dopiero potem w razie potrzeby skorygować... Żal mi ich nawet... Gdyby były na naszym miejscu to by też nas ciągle prądem kopały.
— Zgodzę się z tobą.
— A teraz mam radosną nowinę! Turn back do wentyli!
— Ja idę pierwsza! — Młoda wlazła szybko.
— Ej spokojnie, tunel nie zając... — Zaśmiała się pod nosem strażniczka i sama się tam wbiła.
— Eh... — Wczołgałam się za Nimi.
— Idzie przywyknąć do takiego poruszania się...
Niecałą minutę później opuściłam ten wytwór szatana. Kto wpadł na tak idiotyczny pomysł poruszania się?!
— Chodźmy do Liska!
— Nie teraz wiewióreczko.
— Nie, Sally. Musimy iść.
— Jeszcze nie chcę...
— Ej Mike Ona wykazuje większy entuzjazm na myśl o zostaniu tutaj niż Ty.
— Sally chcesz za mnie chodzić do pracy? — Spytał buraczek, patrząc na Nią.
— Chętnie!
— Ja Ją z przyjemnością poduczę...
— Miałyśmy przyjść tylko na chwilę... — Wtrąciłam się do tej zbyt szybko nakręcającej się konwersacji.
— Nie oprowadziłem Was jeszcze po całej pizzerii. — Odparł Mike uśmiechając się triumfalnie.
— Widzisz? Ja chętnie się przejdę!
Spojrzałam na te dwójkę spode łba.
— No Jas.....proszę....
— Niech Wam już będzie... — Rzekłam poddając się.
— Jaj! — Ruda wlazła do następnego wentyla.
— Nie chcę włazić do następnego...
— Niestety musisz, kochanie. — Mike cmoknął mnie w czoło.
— Meh... — Niechętnie się tam wcisnęłam.
— Następnym razem weź ochraniacze na łokcie.
— Dzięki za poradę. — Rzuciłam sarkazmem.
— Nie ma za co.
— Serio? — Gdybym mogła, strzeliłabym facepalma.
— Nie, na żarty.
— A już się bałam. — Wylazłam z wenta. — Gdzie teraz jesteśmy?
Nagle Mike zasłonił mi usta. Znajdowaliśmy się w ciemnym pomieszczeniu.
— Galeria Ballory. Musimy być cicho.
Sally jakby tego nie słysząc zaczęła się drzeć.
— Jest tu kto?!
— Sally! — Syknął, kiedy nagle rozległa się cicha muzyczka.
— Taaaak?
— Cicho bądź. — Jej zasłonił usta przedramieniem, bo miała tendencję do lizania dłoni, gdy ktoś zatykał jej buzię.
Domyśliłam się jednak, że szybko tego pożałował. Użarła go, mały drań.
— Sally. — Warknął cicho.
Nie zważając na niego starała się wyrwać.
— Proszę Cię... — Muzyka zrobiła się głośniejsza.
Teraz nadepnęła mu na stopę, rozglądając się za źródłem dźwięku.
W końcu ją puścił i widocznie powstrzymał się od syknięcia.
— Nie wiem czemu, ale w tym miejscu zawsze mam zamiar śpiewać na cały głos. — Szepnęła Ana.
— Śpiewamy? — Zapytała radośnie Sally.
— Nie! — Ukrócił Mike trochę głośniej.
— Okej, a co?
Chyba celowo chcą go zirytować.
— Dziewczyny...Proszę...
— Bez przesady, co może się stać?
— Możemy zginąć?
— Serio tylko tyle?
— Zaatakuje nas... Znów będę musiała zmienić ustawienia w głównej konsoli, która znajduje się na jej plecach... Albo On, a ja sobie do domu pójdę.
Zrobiliśmy kilka kroków, gdy zrobiło się trochę ciszej.
— Proszę Was zachowujcie się.
— Dobra koniec wygłupów... no przynajmniej na chwilę.
— Szkoda..... — Mruknęła cicho Ruda.
Muzyki już prawie nie było słychać.
— Uff... — Brunet otarł czoło i zrobił ze mną jeszcze parę kroków.
— To co teraz?
— Jej system jest prosty... Porusza się tylko po okręgach... — Mruknęła strażniczka. — Nie mamy się praktycznie o co martwić...
— Słyszy dźwięki, więc może przerwać swój ruch po okręgu i zacząć szukać.
— Tak. Jednak dalej się obraca, więc ma ograniczony widnokrąg...widzi na podczerwień.
— Aha....Mogę się przywitać? — Młoda spojrzała na mnie.
— No pomachaj Jej jak chcesz. — Zezwoliła Ana.
— Wolałabym się przytulić... — Marudziła.
— Lepiej nie... No ale jak chcesz, to ja cię mogę przytulić... Tylko nie tykaj moich włosów.
— Hmm... — Zastanowiła się.
I jeszcze parę kroczków...
Gdy w końcu dotarliśmy do błękitnej tafli drzwi wyróżniającej się na szarym tle, Mike otworzył drzwi.
— Panie przodem.
— No właśnie. Panie przodem — Sally spojrzała na Mike'a.
— Ej Sally nie przesadzaj... Noworodki na końcu. — Zakpiła brunetka.
Zasłoniłam usta dłonią, żeby się nie roześmiać
— To księżniczka wchodzi, czy specjalne zaproszenie wysłać?
— Dacie mi spokój? — Mike przepuścił mnie w drzwiach i czekał, aż wejdą dziewczyny.
— No idź. — Kurdupel tupał nogą zniecierpliwiony.
— No Wy idźcie. Nie wpycham się przed kobiety, jak bardzo wredne by dla mnie nie były. — Przewrócił oczami.
— Och Mike...Zaraz się zrzygam od twojej udawanej uprzejmości, więc ruszaj tyłek. —  Teraz wkurzona pokazała na drzwi.
— Dobra mam dość. — Uniósł ręce zrezygnowany i wszedł do środka, a dziewczyny za Nim.
— La Filliè*. — Skomentowała Ana, wywracając oczami.
Wykryto ruch: Pokój zasilania.
O, tym razem kobiecy głos. Milusio.
Możesz teraz zająć się modułem, sterującym wyłącznikiem.
A tak fajnie się zapowiadało...
Używając interfejsu możesz zakłócić działanie pobliskich elektronik. Jeżeli czujesz, że jesteś w niebezpieczeństwie, nie krępuj się odłączyć czasowo interfejs, aż będzie bezpiecznie podłączyć go ponownie.
W niebezpieczeństwie...? Spojrzałam w stronę migającego światła. Ach...robocik...Milusio...
— No dobra. Wiemy co robić. W sumie jest nas czwórka więc gładko pójdzie. Kto zajmie się Fredziakiem? — Zapytał Mike.
Podniosłam rękę.
— Niech On się wypcha... — Mruknęła najbladsza z nas wszystkich na jego głos . — A niech go dementor czy coś dopadnie...
Skrzyżowałam ręce.
— Ja chcę się misiem zająć!
— Chodźmy Sally. — Odeszłyśmy kawałek od nich.
— Czemu...?
— Mamy się zająć misiakiem, no nie?
— Tak!
— My patrzymy na robocika! — Oznajmiłam Im.
— Pozdrowienia dla Fredziałki! — Krzyknęła strażniczka patrząc w interfejs.
Z ciekawości puściłam taśmę.
Uspokój się i wróć do swojej drzemki! Nikogo tu nie ma!
Powiedziała to jakaś mała dziewczynka. Czyli dziecięcy głos Go uspokaja. Widać, że przywiązał się do swojej "pracy".
Zerknęłam w stronę Rudziałki, która cały czas obserwowała Go uważnie.
Kątem oka widziałam, że Mike się nam przypatrywał. Martwi się...to urocze...
— Zostały dwa... — Oznajmiła Anabelle z westchnieniem.
— Już? — Spytała zdziwiona Sally.
— No. Na razie jest łatwo.
— Ej! Fredziu gdzieś polazł!
Wiem, że tam jesteś!
Upsik?
— Szukajcie Go, bo wyskoczy! — Wysoka brunetka przerwała czynność, rozglądając się wkoło.
 Puściłam mu nagranie.
Oj daj spokój! Jestem pewna, że to tylko myszka!
I znowu...
Wracaj na swoją scenę. Wszystko jest okej.
Kojący, słodki głosik...
— Chyba wrócił. — Stwierdziłam mając Go znowu w zasięgu swojego wzroku.
— Fredziałka znaleziona to czas wracać do głupiego klikania guzików... — Mruknęła kompanka Mike'a.
— Ale Freddy to On...
— Csiii. Nikt nie musi o tym wiedzieć. — Zachichotała.
— Z mojej strony to koniec. — Ana odłożyła interfejs, a robot jakby zastygł.
Świetna robota! Na tym kończą się twoje zadania na tę noc. 
Yeyyyyy!
Proszę, wróć ostrożnie przez galerię Ballory. I zobaczymy się ponownie jutro!
...Nie! Nie po prostu kurwa nie! Nie!
— Spadamy. — Podeszłam do drzwi.
— Tylko ostrożnie. — Mike uchylił drzwi i nas przepuścił, po czym ostrożnie zamknął ciężki kawał żelastwa.
Zaczęliśmy powolutku stawiać kroki. Nie słyszę Jej...
Sally nagle się zatrzymała i rozejrzała.
Nic nie mówiąc Anabelle ubezpieczała tył grupy lecz po chwili również przystanęła, pewnie po to, żeby na nikogo nie wpaść.
Słyszę kogoś. Kim jesteś?
Czy serio gada do nas robot...? I do tego nas słyszy...?! Pomocy...
Sally już miała odpowiedzieć, ale Mike znowu zakrył jej usta. Dzięki Bogu.
Dołącz do mnie. W tym miejscu niewiele ludzi chce zostać na dłużej.
Sally spojrzała na mnie błagalnie.
Skarciłam ją spojrzeniem. Chcę jeszcze żyć, więc sorry, ale nie.
Słyszę bicie twojego serca.
Idź, idź, idź, idź, idź, idź, precz szatanie!
Kiedy Ana w ciszy wysunęła się przed nas, podążyłam za Nią na palcach. Mike natomiast powoli prowadził Rudą.
— Ignorujmy to. — Szepnęła nasza chwilowa przywódczyni.
— Yhm...
— Już niedaleko... — Byliśmy coraz bliżej wentyli.
Dalej milczy...
Prowadząca grupę zatrzymała się obok wejścia.
— Prędko do środka.
Weszłam do wentylacji bez oporów.
Anabelle
Gdy wszyscy weszli mruknęłam tylko coś niezadowolona pod nosem o przemieszczaniu się na kolanach w spódniczce i durnych robotach, po czym sama się wgramoliłam do środka metalowego przewodu. Dźwięk roznosił się idealnie, jednak cisza oblegała nas ciasno niczym mgielne południe.
Mdławe światło zalało nasz prowizoryczny korytarz im bliżej wyjścia się znajdowaliśmy. Jako że byłam na końcu kolumny miałam idealny widok na innych... Nim jednak odpłynęłam w rozmyślania na temat tego, co miało miejsce, moją uwagę skupił punkt na jednej z łopatek blondwłosej dziewczyny. Niby nic, mały punkt, jednak utkwiłam w nim wzrok oczarowana i z nawyku dotknęłam swej lewej łopatki pod mundurem. Niemożliwe...Może to przypadek...?
Jasmine
Wyszliśmy w końcu z ciasnego korytarza.
— Ała. — Jęknęłam.
— Hm? — Ana zerknęła w moim kierunku obojętnie. Widać, że ćwiczyła to latami. Taki spokój nie może być wrodzony. — Wszyscy cali?
— Yhm. Tylko łokcie. — Westchnęłam i poprawiłam moją kurtkę.
— To idzie wyćwiczyć... Z czasem.
— Kosmetyczka zaradzi na wszystko. — Przytuliłam się do Mike'a.
— Mi do życia tylko kilka kosmetyków potrzeba... — Wzruszyła ramionami.
— Lubię wizyty u kosmetyczki. To mnie odpręża.
— Każdy ma swoje hobby... Ja lubię... Paintball.
— Nie znam. — Wzruszyłam ramionami.
— No widzisz? Zróżnicowane hobby. — Ponownie uniosła ramiona do góry, po czym je opuściła. — To bardziej brudzenie rączek niż ich malowanie...
Wzdrygnęłam się.
— Podziwiam. Będziemy już lecieć, nie? — Dałam Mu buziaka w policzek i wzięłam Rudą za rękę.
— No pewnie. Zaczekajcie na mnie w aucie.
— Miło było Was poznać. — Anabelle uśmiechnęła się lekko.
— Ciebie też. — Odpowiedziałam takim samym uśmiechem.
Chyba nie muszę się martwić o Mike'a. Widać, że to tylko przyjaciele.
— Paa! — Ruszyłam z Sally do windy.
— Papa! — Pomachała nam.
Kliknęłam coś i pojechałyśmy na górę.
------------------------------------------------------------------------------------------
*Dzieciaki
Heeeeeeeej! To znowu ja ^w^.
I znowu wstawiam rozdział późno XD. Nie wiem czemu, ale wieczorem nachodzi mnie ochota na poprawianie błędów XD.
Uwierzcie, że to nie jest proste.
W tym rozdziale nastąpiła zmiana perspektyw, czego będę się starała używać zdecydowanie rzadziej, niż w poprzedniej wersji córki.
JESTEEEEEEM LEEEENIEEEEM I DOOOOBRZEEEE O TYYYYM WIEEEEEM XD.
Jak też widzicie zamiast jakiegoś pitu pitu wstawiłam przed rozdziałem cytat. Będę to przeplatać, gdy nie będę miała pomysłu na takie coś ode mnie, a myślę że zainteresowanie literaturą i wielkimi pisarzami też jest ważne, prawda?
No nicz. Dozoba w następnym rozdziale ^w^ (za dwa miesiące XD).
Paaaa! ^^.

16 komentarzy:

  1. JAKI PRZYPADEK, CO NIEMOŻLIWE?! POTTEEEEEEEEER TY POLSACIE! ;-; jesteś okrutna ;; ale rozdział zaczepisty sis <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak w ogóle ten cytat <3 Dziady cz. 2 to jedna z moich ulubionych lektur jak na razie z gimnazjum <3

      Usuń
    2. Heheheheh >:3 Jestę polsatę

      Usuń
    3. Potter, ty sama jak ten Dziad jesteś
      Nie no, żartuje XDD wiesz że cię kosiam <3
      Anik (od dzisiaj cię tak nazywam przyzwyczaj się xD) no to piątka!

      Usuń
    4. Spierdalaj mały skrzacie XD

      Usuń
    5. Ty chujku! >.> obrażam się! Żądam alimentów na czekoladę!

      Usuń
    6. To nasle na ciebie komornika! >.>

      Usuń
    7. Mam znajomości w kanarach. Chcesz mieć całkiem przypadkową kontrolę gdy zgubisz/zapomnisz karty/biletu? :33

      Usuń
    8. Chętnie. Patrząc na to, że zawsze mam bilet :3

      Usuń
    9. Hehheheheehhehehehehhehehehe *tajemniczy śmiech*

      Usuń
    10. NIE ZABIERZESZ MI... bo zawsze kupuje przed jechaniem gdzieś... taaak

      Usuń
  2. taaaak!!! doczekałam się!!! :D (a w ogóle to dzięki, żeś mi powiedziała na fb XP)

    OdpowiedzUsuń